Po kilku dniach demonstracji siły pomiędzy Ministrem Zdrowia a Naczelną Radą Aptekarską farmaceuci odpuszczają. Protest nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i oficjalnie "zmienił swoją formę".
Farmaceuci nie będą zamykać aptek. Wciąż domagają się zniesienia kar za wydawanie leków ze zniżką na błędnie wypisane przez lekarzy recepty.
Aptekarzom, podobnie jak lekarzom, nie podobały się zapisy obowiązującej od 1 stycznia ustawy refundacyjnej. Zgodnie z nimi lekarz, który wypisał receptę osobie nieubezpieczonej lub nie zaznaczył na niej, ile pacjent ma zapłacić za lek, mógł być karany przez NFZ. Za realizację błędnie wypełnionej recepty konsekwencje mieli też ponosić aptekarze, i to bez możliwości odwołania się od decyzji kontrolera z funduszu.
W Nowy Rok protest przeciw ustawie zaczęli lekarze, przybijając na receptach pieczątki z dopiskiem "refundacja do decyzji NFZ". Po tygodniu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, którzy wcześniej mówił: "Ustawa jest nie do ruszenia", ugiął się i zaproponował jej nowelizację.
Miały się w niej znaleźć poprawki korzystne zarówno dla lekarzy, jak i aptekarzy. Kiedy jednak ustawa znalazła się w Sejmie, okazało się, że "aptekarskie" poprawki z niej wycięto, a posłowie przywrócili tylko część z nich. Ostatecznie więc farmaceuci będą mogli odwołać się od decyzji kontrolera NFZ, ale tylko do prezesa Funduszu. Lekarze zwolnieni zostali z odpowiedzialności za błędy na receptach, ale jeśli aptekarze wydadzą na takie recepty leki ze zniżką, NFZ będzie ich karać i żądać zwrotu pieniędzy.
Przeczytaj więcej: http://wyborcza.pl/1,75478,11013776,Koniec_protestu__Apteki_beda_otwarte.html