Hmmm… mnie się to wydaje trochę karkołomne… Założenia tej metody są takie, że nakłada się na twarz oleje (tłuszczem rzeczywiście można usunąć nadmiar łoju – bo zgodnie z lekcjami chemii „podobne rozpuszcza podobne”), podgrzewa skórę (gorącym ręcznikiem lub parówką), żeby ułatwić oczyszczanie gruczołów łojowych i usuwa tą mieszankę tym samym ręcznikiem. Teoria może i nie jest zła ale:
- zgodnie z zaleceniami trzeba to wszystko za każdym razem wielokrotnie powtarzać – czyli w domyśle mamy pół godziny z głowy i jesteśmy całe łącznie z łazienką w olejach, nie mówiąc już o stercie tłustych ręczników – a więc mało praktyczne,
- co za tym idzie – raczej będziemy to robić po łebkach czyli nie usuniemy z twarzy dokładnie tych olejów, więc przy tłustych cerach efekt odwrotny murowany (dla cer bardzo suchych może, ale też byłabym ostrożna),
- i mój największy zarzut – podgrzewanie nawet zdrowej skóry kilka razy dziennie, nawet tylko przez kilka miesięcy – popękane naczynka murowane, o cerach naczynkowych nie wspomnę…
Trochę ta moja wypowiedz chaotyczna, ale nie chcę się rozpisywać na pół forum. Jeśli ktoś ma bardzo suchą skórę, dużo cierpliwości i samozaparcia – może. Reszcie nie polecam. Poza tym wypadałoby (wracając do kwestii bezpieczeństwa wszelkich olejków) opierać się na bardzo czystych, ekologicznych, naturalnych olejkach, a tu wkraczają również względy finansowe…
Jest całe mnóstwo delikatnych aptecznych preparatów do mycia twarzy (polecanych nawet bardzo chorym skórom) i naprawdę nie trzeba w dzisiejszych czasach samemu sadzić drzewek oliwnych

Jeśli chcemy to robić bo lubimy i nie szkodzi nam to – proszę bardzo, ale jeśli tylko ze względu na troskę o skórę – to tylko do apteki!